W lidze okręgowej żaden z klubów nie lubi pojawiać się na obiekcie Przyszłości Włochy. Nie dość że na boisku zazwyczaj się toczy nierówna rywalizacja (wszystkie przeciwności losu chronią stołeczną drużynę przed możliwą porażką) to na dodatek co najmniej jedna osoba musi stać "na czatach" i pilnować szatni. Powód – plaga złodzieji, którzy podczas trwania widowiska mają okazję by wynieść zdobyczne łupy. Na ten temat w szczególności może się wypowiedzieć v-ce lider ze Złotokłosu którego piłkarze w ten sposób kilka lat temu stracili cenne przedmioty. Tym razem ten problem tyczy się Korony Góra Kalwaria.
Miało to miejsce w czasie toczenia się rywalizacji przeciwko Okęciu Warszawa. Debiut Łukasza Hassa na ławce trenerskiej nie okazał się szczęśliwa. Prowadzona przez niego drużyna uległa 0:2. Natomiast prawdziwy szok żółto-czerwoni mieli przeżyć dopiero po zejściu do szatni. Okazało się że wcześniej musiała grasować bliżej niezidentyfikowana osoba ktora grzebała w rzeczach osobistych zawodników a łupieżca/łupieżczyni stał/a się bogatszy/a o nieznaną sumę pieniędzy.
Nie wiadomo czy sprawa została zgłoszona od odpowiednich organów ścigania, bedziemy was informować na bierząco. Niemniej jednak czyn "przykry i karygodny" (cytat z oficjalnej strony klubu na facebook'u) jest godny potępienia a takie incydenty nie powinny mieć miejsca na jakiejkolwiek arenie sportowej.
AKTUALIZACJA: Biedniejsze okazały się portfele i kieszenie pięciu zawodników. Sprawa została zgłoszona na policję, funkcjonariusze zjawili się dopiero po 1.5 godzinie od zgłoszenia. Co ciekawe, odległość między obiektem Okęcia a komisariatem wynosi… niewiele ponad kilometr a złodzieja/ji nie udało się ustalić do tej pory.
Darek Lipski fot. za KPP Piaseczno