Równo rok temu, o tej porze, Legia Warszawa szykowała się do pierwszego meczu w walce o upragnioną fazę grupową Ligi Mistrzów. Mieliśmy wtedy w Europie prawdziwy rollercoaster związany z występami tej drużyny. Wówczas to eksperci zastanawiali się, czy Celtic jest w zasięgu piłkarzy ze stolicy. Boisko utwierdziło nas w przekonaniu, że zdecydowanie się w tym zasięgu znajdował. Od tego czasu minął jednak rok, a dziś podobne pytanie kibice zadają sobie w kontekście starcia wicemistrza Polski z przeciętnym, żeby nie powiedzieć słabym, rumuńskim FC Botosani.
Media prześcigają się w opisach co do tego, jak słaba jest ta Legia. Henningowi Bergowi obrywa się niemiłosiernie. Na facebooku kibice tworzą już nawet strony typu „Berg out”. Tak się temu przyglądam i przypominam sobie jak rok temu pisano o Legii. Do ręki biorę „Przegląd Sportowy”, który w lipcu minionego roku na swojej okładce ukazuje rezultat pierwszego meczu drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, kiedy to Legia ledwie zremisowała z St. Patrick’s Athletic z Irlandii. Tytuł bije po oczach wykrzykując „Wstyd!” Wszyscy krytykują Berga i chcą jego zwolnienia. Minęło jednak kilka miesięcy i te same osoby wielbiły Norweskiego Trenera. Teraz historia zatacza koło, pytanie tylko czy podobnie jak wówczas Legia się podniesie?
Nikolić przez ekspertów oceniany jest różnie, zaś sprowadzenie Prijović’a z góry skazywane jest na niepowodzenie. Węgier to zawodnik o podobnym stylu gry do byłej gwiazdy wojskowych – Danijela Ljuboji. Podobnie jak Serb lubi się wrócić po piłkę i włączyć do walki w środku pola, tworząc tym samym pole do popisu dla skrzydłowych. Ciężko jednak porównywać obu graczy, bo nie mamy póki co do tege żadnych podstaw. Popis Węgra widzieliśmy w meczu o Superpuchar i zawodnik dostosował się do gry całej swojej drużyny. Co zaś dotyczy Szwajcara to on może się okazać strzałem w dziesiątkę. Nie od dziś uważam, że właśnie snajper o takich parametrach może w naszej lidze najbardziej poszaleć. Jest tylko jeden warunek – odpowiednio skrojona taktycznie drużyna.
Zapytacie w jaki sposób skrojona? Zawodnik o takim wzroście jest bardzo wartościową postacią w przypadku, gdy ma do pomocy dobrych technicznie i szybkich skrzydłowych, którzy będą za niego wykonywali czarną robotę. Oczywiście są wyjątki jak np. Peter Crouch – angielski wieżowiec jest piłkarzem o zaskakująco dobrych umiejętnościach technicznych, o podobne jednak nie podejrzewałbym nowego nabytku Legii. Skrzydłowi muszą więc robić dużo szumu i sprawić by obrońcy wzmożoną uwagę skupili na uprzykrzaniu życia właśnie im, a nie snajperowi, wówczas to nasz wieżowiec ma nieco więcej swobody, a w przypadku takich zawodników gama możliwości jest dość duża. Problem jest jednak taki, że w Legii brakuje skrzydłowych o odpowiednich ku temu parametrach. Kucharczyk na upartego poradziłby sobie może w tym przypadku, ale nie takiego zawodnika Legia by potrzebowała. Michał Żyro to zupełnie nie ten typ zawodnika. Tu mamy problem i największe pytanie, czy w takich warunkach Prijović będzie miał możliwości by w pełni ukazać nam swoje możliwości?
Legia ma de facto wiele problemów. Trener Berg ma to do siebie, że nie potrafi przygotować odpowiednio drużyny do pierwszej części sezonu co pokazał nam już przed rokiem, a na początku obecnego sezonu dodatkowo potwierdził. W dużej mierze przyszłość legionistów zależy właśnie od tego jak szybko odpalą i zaczną spełniać pokładane w nich nadzieje. Rok temu znajdowali się w komfortowych warunkach, bo grali w eliminacjach Ligi Mistrzów, dzięki czemu mieli koło ratunkowe i większą swobodę psychiczną. W przypadku porażki dostawali drugą szansę – w rozgrywkach Ligi Europy, teraz drugiej szansy już nie będzie.
Rok temu mieliśmy aferę z Bartkiem Bereszyńskim w tle (swoją drogą zastanawiam się, gdzie Bartek się podział od tego czasu?). Teraz na pierwszych stronach gazet pojawiał się nam inny zawodnik – Ondrej Duda. Od wszystkich doniesień transferowych dotyczących tego zawodnika przeciętny kibic mógł zgłupieć. W jednym momencie Duda był zawodnikiem Interu, po chwili się od transferu oddalał, by zaraz siedzieć w samolocie w drodze na testy medyczne. Ostatecznie z transferu nie wyjdzie chyba nic, a trener Berg ma kolejny kłopot. Zawodnik nie trenował na pełnych obrotach w trakcie okresu przygotowawczego, bo w Legii chuchano na niego i dmuchano, by nic mu się nie stało. Miało to też inny cel. Każdy mecz tego zawodnika mógł obniżyć ewentualną kwotę transferu, bo jak pokazał mecz z Lechem, okres przygotowawczy znacząco odbił się na jego grze. Jest cieniem samego siebie. Nie dość więc, że przy Łazienkowskiej nie ma pieniędzy, to jeszcze nie ma zawodnika, który potrafił swoimi zagraniami czarować kibiców.
Przypomina mi się teraz sytuacja sprzed 2 lat, kiedy to Bartosz Bereszyński zdaniem wielu był już zawodnikiem Benfici Lizbona. Portal Weszlo podawał nawet kwotę transferową oplewającą na 2 miliony Euro. Kilka dni później sprawę odwoływano, a jak wiadomo Bereszyński nad Wisłą pozostał i gra u nas do dziś (choć gra to może za dużo powiedziane). Wówczas Bartek miał 21 lat, był świeżo po debiucie w Reprezentacji (Duda lat 20 i również świeżo po debiucie w kadrze). Od tamtego czasu mijają dziś 2 lata, a "Bereś" w Legii co najwyżej grzeje ławę. O 2 milionach nie ma już nawet mowy. W przypadku Dudy, balonik oczekiwań również pompowany jest bardzo mocno, pytanie czy nie za bardzo? Oby tylko Legia miała wszystko w pełni przemyślane, bo nie zdziwiłbym się, gdyby Duda za 2 lata wylądował w tym miejscu, w którym dziś znajduje się Bereszyński. Kiedyś Kubie Koseckiemu również przepowiadano złote góry, a skończył jako pośmiewisko fanów Ekstraklasy (aczkolwiek Kubie życzymy by jednak się jeszcze odrodził).
Legia ma w tej chwili więcej problemów niż czasu na uporanie się z nimi. Przed trenerem Bergiem oraz jego zawodnikami prawdziwy sprawdzian. Czy podołają niełatwej sytuacji? O potknięcie w tej sytuacji nietrudno, a wyjście na prostą wielu uważa za Mount Everest dla legionistów. Kandydat na mistrza musi jednak w trakcie swojej podróży pokonywać zarówno te małe jak i te monstrualne wzniesienia. Czas pokaże, jak Legia z tej sytuacji wybrnęła. Mam jednak nadzieję, że nie będę musiał pisać kolejnego tekstu po porażce Legii z przeciętnym rumuńskim zespołem, jakim bez wątpienia jest FC Botosani. To być może ostatni moment by zadać sobie bardzo ważne pytanie – Quo Vadis Legio?
Artur Strzelecki fot. Legia.com