Szybko zdobyta bramka tylko rozwścieczyła graczy Vulcanu, którzy aż wrzeli z chęci zdobycia bramek. W końcu nastąpiła erupcja i na powierzchnie wypłynęły bramki dla gości” sprawiając, że dzielnie dotychczas walczący zawodnicy Cezara Konstancin musieli zakończyć swą pucharową przygodę „ledwie” na 3 rundzie.
Już od samego początku spotkania obie drużyny ruszyły do walki. Nikt nikomu nie odpuszczał, dlatego początkowo gra toczyła się głównie w środkowym sektorze boiska. Gra była wyrównana aż do momentu, gdy Cezar skutecznie skontrował rywala. Obrońcy Vulcanu stali jak osłupiali, gdy zawodnik gospodarzy przebiegał między nimi. Gapiostwo kolegów próbował jeszcze ratować bramkarz, lecz jego wyjście z bramki na niewiele się zdało, bo zawodnik Cezara popisał się niesamowitym sprytem i piękną główką przelobował golkipera gości. Było więc 1:0 i wydawało się, że teraz gra zacznie się drużynie z Konstancina lepiej kleić. Nic bardziej mylnego. Podopieczni trenera Domańskiego cofnęli się głęboko pod własną bramkę i to goście przejęli inicjatywę. Gdyby nie świetna postawa bramkarza, który raz za razem ratował drużynę z ogromnych opresji, to Cezar szybko zostałby sprowadzony przez rywali na ziemię. Co się jednak odwlecze… w końcu nawet tak dobre dysponowany tego dnia bramkarz musiał skapitulować. Vulcan wyrównał. Kiedy już zanosiło się na to, że do przerwy utrzyma się wynik remisowy, goście objęli prowadzenie. Wynik 2:1 utrzymał się już do końca pierwszej połowy.
Było wiadomo, że w drugiej części gry Cezar będzie zmuszony zaatakować, by odrabiać straty. Tak też się stało i na boisku oglądaliśmy zupełnie inną grę gospodarzy. Wreszcie zaczęli prowadzić grę, zaczęli atakować. Pojawił się jednak jeden problemy – brak pomysłu na sforsowanie dobrze broniących się rywali. Przejęcie w środku boiska i długa piłka na dobieg do jednego ze skrzydłowych. Rywale nie mieli prawa dać się w ten sposób zaskoczyć. Po jednym z przejęć wyprowadzili natomiast skuteczną kontrę i mieliśmy już 3:1. Gdy wydawało się, że jest już po meczu i nic ciekawego się już na boisku nie wydarzy, to jedno doskonałe podanie przeniknęło przez szyki obronne Vulcanu co zaowocowało trafieniem kontaktowym. Cezar długo się jednak nie nacieszył tą bramką, gdyż po chwili mieliśmy kolejną kontrę i 4:2 dla piłkarzy z Wólki. Swoją drogą nietrudno zauważyć że obie te kontry wyglądały dokładnie tak samo. Widać, że zawodnicy Vulcanu musieli ten element gry szlifować w trakcie treningów bo wychodziło im to wręcz perfekcyjnie. Ta bramka osłabiła nadzieję w drużynie Cezara i ostatnie minuty tego spotkania nie przyniosły nam większych emocji. Vulcan zdołał dowieźć dwubramkową przewagę do końca spotkania.
Mimo, że druga połowa obfitowała w bramki, to jednak boiskowe wydarzenie znalazły się w cieniu karygodnego zachowania trenera gości, który to przez cały czas trwania meczu głośno wyrażał swoje niezadowolenie z decyzji sędziowskich. Na początku drugiej połowy przesadził on jednak, za co został odesłany na trybuny. Jedno jest jednak pewne. Głośna krytyka decyzji sędziowskich, naśmiewanie się z drużyny rywala – ktoś tu chyba zapomniał, że istnieje boiskowy savoir-vivre. Zachowanie trenera Wólki było zdecydowanie poniżej krytyki. W tym miejscu wspomnę jednak, że na pochwałę zasługują piłkarze Vulcanu, którzy nie zważali na pozaboiskowe wydarzenia i robili swoje na boisku. Za to należą im się brawa.
Tak więc w czwartej już rundzie OPP melduje się zespół Vulcanu, a Cezar, który zapewniał nam iście hokejowe wyniki w tym pucharze odpada. Osobiście mam jednak nadzieję na to, że w kolejnych rundach OPP trener Vulcanu powstrzyma się od takich zachowań, które trenerowi piłkarskiemu zwyczajnie nie przystoi.
To jeszcze nie koniec emocji związanych z tymi rozgrywkami. Korona Góra Kalwaria nieznacznie uległa Wiśle Maciejowice 1:2, w przyszłym tygodniu na boisku ujrzymy Perłę Złotokłos mierzącą się z SEMP-em Ursynów a od następnej rundy do gry dołączają: beniaminek z Konstancina i obrońca tytułu, Sparta Jazgarzew.
Patryk Dudzicki fot. DL