Podczas sobotniego, ciepłego popołudnia zmierzyły się ze sobą druga w tabeli Jedność Żabieniec i dziewiąty GLKS Nadarzyn. W siódmej kolejce zespół Jedności ponownie gościł przeciwnika na boisku bocznym na stadionie piaseczyńskiego UMKS-u.
Z 12-minutowym opóźnieniem zabrzmiał pierwszy gwizdek oznajmiający początek pierwszej połowy, podczas której ataki przeważnie konstruowali gospodarze. Aktywny był Fielek szarżujący raz po raz prawą stroną boiska, choć wraz z aktywnością w parze nie chciała pójść dokładność. Co z czasem, a konkretnie w 21 minucie, przyniosło kontrę gościom. Długo zagranej piłki nie zdołał przeciąć Kaczyński i piłkarze Nadarzyna stanęli przed sytuacją do zdobycia bramki, ale z opresji zespół Jedności wyciągnął Belka wybijając strzał na bok. Piłka nie opuściła boiska i po chwili goście strzelali ponownie, tym razem niecelnie. A już dwie minuty później po rozegraniu akcji przez Fielka i Grochockiego ten pierwszy dośrodkował piłkę w pole karne przeciwnika i kiedy wydawało się, że piłkę spokojnie złapie bramkarz, przed nim znalazł się Matulka, który wprowadził zamieszanie. Piłka trafiła do Wolskiego, który strzelił na pustą bramkę otwierając wynik spotkania. W 27 minucie sprytem wykazał się Fielek, który w sytuacji sam na sam zamiast mocno strzelać, uderzył delikatnie pod skaczącym bramkarzem. Piłka trafiła do siatki, ale sędzia boczny zasygnalizował pozycję spaloną.
Po 45 minutach sędzia zakończył pierwszą część meczu i zawodnicy Żabieńca zeszli do szatni. Aż szkoda, że musiało do tego dochodzić, ponieważ jak się później okazało najprawdopodobniej piłkarze zostawili tam swoją koncentrację. Od początku nie wykazując się dokładnością zostało im tylko szczęście, które zapobiegło stracie bramki między innymi w 53 minucie podczas kontry Nadarzyna, gdzie Baczkowski dośrodkował piłkę po ziemi, ale zmierzające podanie do Banasiewicza przerwał obrońca Jedności wybiciem na aut bramkowy. Minutę później kolejny strzał gości, ale niecelny i ze spalonego. Mimo to nie trudno było zauważyć, że jak w pierwszej połowie pierwsze skrzypce odgrywała prawa strona gospodarzy, tak druga należała do prawej strony GLKS-u. Po upływie kwadransa można było zauważyć pierwsze, delikatne objawy przebudzenia zawodników Jedności, ale nadal brakowało pewności w boiskowych poczynaniach. W dalszej części gry w zespole gości szarżował prawą stroną niejaki Tomasz Rios Turek, gnębiąc defensywę Żabieńca. A konkretniej grającego po lewej stronie obrony Kaczyńskiego, który raz dał się obiec, a drugi zatrzymał przeciwnika dopiero faulem. W 80 minucie po raz kolejny na murawę padł Konrad Górski. Na odgłos trzeszczących kości nie pozostawał obojętny kierownik gości, który dając upust emocjom został odesłany przez głównego arbitra na trybuny. Upływający czas i niepewny wynik dawał do myślenia wiceliderom – Belka przestał śpieszyć się z podnoszeniem piłki, schylając się po nią dopiero w obliczu zbliżającego się zagrożenia. I kiedy już wydawało się, że obecny stan rywalizacji zostanie dowieziony do końca w 87 minucie rajd wprowadzonego w drugiej połowie Niewiadomskiego został zatrzymany faulem w obrębie szesnastu metrów i sędzia wskazał na wapno. „11” wykorzystał Wachulak i 6 minut później spotkanie dobiegło końca.
Kolejne zwycięstwo do swojego dorobku w tym sezonie może dopisać sobie Jedność Żabieniec. Tym razem ostateczny wynik to 2-0 i choć gra nie była przekonywująca to zawodnicy zdawali się mieć kontrolę nad przebiegającym spotkaniem nawet w ciężkich momentach. Zwycięzców możemy oceniać, ale nie należy ich krytykować. To zadanie pozostawiamy trenerowi Matulce i sami czekamy na kolejną kolejkę rozgrywek w A klasie.
Jedność Żabieniec – GLKS Nadarzyn 2:0
T.G.