Nie do końca uczciwa przegrana Sparty, Konstancińska masakra piłą mechaniczną w Bielawie, zaskakująca wygrana beniaminka i japoński debiut w Oborach – gdyby to miał być skrót informacji w stylu pewnego programu zjawiającego się równo o godzinie X w publicznej telewizji, to właśnie tak by się prezentował. A jak było w rzeczywistości?
Zaczynamy od pierwszego spotkania ligowego w historii KS'u Konstancin. Mierzyli się w derbach z innym beniaminkiem – Jednością Żabieniec. Przez całą pierwszą połowę panował kompletny chaos, dopiero po przerwie a dokładniej w 52 minucie piłka znalazła miejsce w siatce na korzyść gospodarzy dzięki Rybaczukowi. Do wyrównania doszło na 10 minut przed zakończeniem spotkania.
KS Konstancin – Jedność Żabieniec 1:1 (0:0)
Wyrównana gra to jednak było za mało by Sparta Jazgarzew zdobyła jakiekolwiek punkty w Pruszkowie gdzie mierzyła się z rezerwami II-ligowego Znicza, Podopieczni Witolda Faliszewskiego dzielnie walczyli o zmazanie plamy po blamażu na powitanie z IV-ligowymi rozgrywkami. Pech chciał, że ostatnie sekundy zaważyły o wyjeżdzie z boiska przy ul. Bohaterów Warszawy 4 z opuszczonymi głowami.
Znicz II Pruszków – Sparta Jazgarzew 1:0 (0:0)
Wracamy do Okręgówki a w zasadzie przenosimy się do Nadarzyna, gdzie radość w oczach i myśłach pojawiła się po meczu tamtejszu GLKS-u z Koroną Góra Kalwaria. Zeszłoroczni mistrzowie A-klasy II grupy Warszawskiej pokonali na wyjeździe zespół, który jeszcze niedawno temu grał na trzecim szczeblu rozgrywkowym w kraju. Dwa lata w A-klasie jak widać nie poszły na marne.
GLKS Nadarzyn – Korona Góra Kalwaria 1:2 (0:1)
Na sam koniec prawdziwe bombardowanie w Bielawie gdzie w 2 kolejce Ligi Okręgowej swą przygodę z tym sezonem zaczęły Kosa Konstancin i Perła Złotokłos. Początek należał do gości lecz wystarczyło poczekać do 19 minuty, by worek z bramkami się rozwiązał. Kolejne dwie dla gospodarzy zostały zdobyte w 23 i 25 minucie. Następne 180 sekund i przez obejrzenie czerwonego kartonika zszedł golkiper drużyny ze Złotokłosu. Do końca pierwszej połowy utrzymał się wynik podobny do zdobytego w iście walkowerowym stylu.
Druga połowa również należała do Kosy, lecz nie aż tak zdecydowanie jak poprzednie pół godziny. Celność została zweryfikowana aż poczwórnie: w 49 i 74 minucie (Kosa) oraz 65 i 67-tej (Perła). Nerwy były, liczba bramek również powinna zadowolić. Ciekawostką jest to, że na meczu nie było prezesa klubu z Bielawy, Romana Koseckiego (obecność w Gdańsku na meczu reprezentacji) oraz debiut na ławce trenerskiej Artura Koprowskiego. Czyżby to był jednorazowy wystrzał?
Kosa Konstancin – Perła Złotokłos 5:2 (3:0)
DL/Kamil Baran fot. DL