Kolejny tydzień zmagań w ramach ligi Playarena do lat 16 przyniósł nam nie mniej emocji niż pierwsza seria spotkań. Na pierwszy ogień poszło spotkanie na szycie tabeli, w którym walka toczyła się o najwyższy stopień podium…
GWARDIA PIASECZNA (U-16) 9:9 BRANDSONY PIASECZNO (25.11.2016 – HIT KOLEJKI)
Czy to spotkanie od początku zapowiadało się na takie równe, jak pokazuje wynik końcowy? Na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że niektórzy "niebiescy" przestraszyli się "gwardian", ale po kolei… Na początek warto wspomnieć o fakcie, że było to pierwsze w historii rozgrywek Playarena Piaseczno do lat 16 spotkanie, w którym połowa trwała 35 minut. Przechodząc do meritum, pierwsze na co można było zwrócić uwagę w składzie Gwardii, to wyróżniający się (w seniorskiej sekcji zespołu) Paweł Kolary, dla którego ten mecz był jego pierwszym i ostatnim w U16. To samo dotyczyło też obrońcy Piotra Filipa. Pierwsza bramka w meczu padła już w trzeciej minucie spotkania. Strzelcem był zawodnik Gwardii, Kacper Włodarczyk. W 4. minucie padła kolejna bramka dla czerwono-czarnych. Paweł Kolary w pięknym stylu zaczął swój ostatni mecz. Gwardia wynikiem 2:0 nie cieszyła się jednak nazbyt długo. Piąta minuta należała do Marcina Borkowskiego. Obie drużyny przez 7 minut szukały okazji na zdobycie swojego kolejnego gola. Gwardia oddawała strzały, Brandsony się broniły i na odwrót. Niebieskim udało się wyrównać w 12. minucie, a strzelcem bramki znów okazał się Marcin Borkowski. Prowadzenie "gwardian" szybko dobiegło końca. Siedem minut później Marcin Borkowski po raz trzeci trafił do siatki czerwono-czarnych. Za sprawą tego trafienia Brandsony wyszły na prowadzenie i na tablicy wyników było 2:3. 22. minuta spotkania należała do gwardyjnego "Ramseya". Eryk Lipiec zdołał wyrównać i pokazał, że jego drużyna będzie walczyć do końca. Dwie minuty po golu "Ramseya" kapitan "Niebieskich" Michał Rokicki strzelił gola dającego przewagę nad Gwardią. Wojciech Klimek pokazał mu jednak, że z Gwardią nie jest tak łatwo i że Brandsoni będą musieli się bardziej postarać. Tym samym zdobył bramkę numer cztery. Dwie minuty po bramce Klimka Rokicki znów postanowił wpisać się na listę strzelców. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:4 dla Brandsonów. W drugiej części spotkania Brandsonom wystarczyło pięć minut, żeby zdobyć bramkę numer sześć. Na listę strzelców po raz czwarty wpisał się Marcin Borkowski, który minutę później strzelił też gola numer siedem. Wynik na 5:7 ustanowił Kacper Włodarczyk i jednocześnie pobudził swoich kolegów z drużyny do wyjścia z letargu i ambitniejszej walki na boisku. W 50. minucie było 6:7. W 51. 7:7. Paweł Kolary pokazała, że mecz się jeszcze nie skończył! Gwardia dalej grała dobrze, jednak sześć minut później Borkowski strzelił ósmego gola, chcąc jeszcze utrzymać przewagę nad czerwono-czarnymi. On i jego koledzy na długo jej jednak nie utrzymał. 62. minuta należała znów do Kolarego, który po raz kolejny zdołał wyrównać w tym spotkaniu. Do końca regulaminowego czasu gry zostało osiem minut. Na tablicy wynik 8:8. Bramka wisiała w powietrzu. Doliczone zostały trzy minuty. Od dłuższego czasu żadna z drużyn nie była w stanie znaleźć drogi do bramki rywala. Została minuta do końca meczu i… padła w końcu bramka. Z radości cała ławka rezerwowych Gwardii podskoczyła w powietrze. Ich radość nie trwała jednak zbyt długo. W ostatniej akcja tego meczu przy piłce był zawodnik niebieskich Mikołaj Sikora, który dosłownie w ostatniej sekundzie spotkania umieścił piłkę w siatce Gwardii. Wynik 9:9. Niebiescy uradowani. Cała drużyna przybiegła do Sikory. Czerwono-czarni zeszli załamani. Wiedzieli, że sekundy dzieliły ich od pozycji lidera. Niestety w tej kolejce żadnej z drużyn nie udało się tego dokonać.
CHUDERLAKI FC. 13:3 GLOBALE PIASECZNA (25.11.2016)
Co można było tu zauważyć? Po pierwsze transfery. Globale postanowili sprowadzić nowego zawodnika. Chuderlaki oddali Huraganom Kacpra Jaworskiego. Kim jest Piotr Brzeziński dla Globali? Wzmocnieniem czy też kompletnym transferowym niewypałem? Odpowiedź na to pytanie mieliśmy poznać w tym spotkaniu. Podopieczni Jakuba Tworka zaczęli mecz bardzo spokojnie. Nie przejmowali się przeciwnikami. Pracowali piłką sześć minut i w końcu wypracowali sobie akcje bramkową. Pierwszym strzelcem bramki okazał się Kacper Bigos. Druga bramka padła w 16. minucie, a piłkę w siatce umieścić Janek Stangreciak. Globale próbowali przetrwać natarcie ze strony Chuderlaków. 19. minuta należała do Jakuba Śliwerskiego, któremu udało się strzelić piekną bramkę od słupka. W 23. minucie Arek Gliniak strzelił trzeciego gola dla swojej drużyny. Tym samym Chuderlaki prowadziły już różnicą dwóch bramek. Trzy minuty później Stangreciak dostał szansę na gola, którą musiał wykorzystać i mieliśmy już 4:1. W 29. minucie debiutant w drużynie Global, Piotr Brzeziński trafił do siatki. Minutę później przewaga znów się podwyższa. Stangreciak trafia drugi raz z rzędu. W ostatniej doliczonej minucie znów wpisuje się na listę strzelców i tym akcentem kończy pierwszą połowę. Jej wynik to 6:2. Druga część gry nie zaczyna się ciekawie dla Globali. Dwie minuty starczyły Bigosowi na strzelenie bramki numer siedem. Ósmy gol zdobyty w 34. minucie spotkania również padł jego łupem i mieliśmy 8:2. Dwie minuty po bramce Bigosa, Brzeziński strzelił swoją drugą bramkę i chociaż jego drużyna przegrywała dość wysoko, to on nie zamierzał się poddawać i zmniejszył prowadzenie Chuderlaków. Dziewiąty gol padł za sprawą Arka Gliniaka, a było to w 42. minucie meczu. Za 5 minut padła kolejna bramka Kacpra Bigosa, który później strzelił jeszcze w 55. minucie spotkania. Na kolejną bramkę długo nie trzeba było czekać, gdyż już po upływie 6 minut Tomek Włoszczyński po raz pierwszy w tym meczu umieścił piłkę w siatce przeciwnika. Na sam koniec w 60. minucie na liście znów znalazł się "Włoszcz". Trzynastą bramką na sam koniec dobił tylko rywali, zatwierdzając dziesięciobramkową przewagę.
INET PROSS 6:11 Huragan Piaseczno (26.11.2016)
Najmłodsza drużyna w lidze kontra drużyna, która ma szanse na pozycję lidera. Jak im poszło? Strzelanie bramek zaczęło się już w 5. minucie meczu. Marek Wójcik prostym sposobem umieścił futbolówkę w bramce Inetu. Wynik 1:0 utrzymywał się przez 20 minut. Bezbramkową posuchę przerwał wracający do Piaseczyńskiej Playareny Aleks Lewandowski. 22. minuta odznaczyła się golem Dominika Szlęzaka, a dwie minuty później znów strzał na bramkę zamienił Lewandowski. W 25. minucie padła bramka Bartka Woldana, więc mieliśmy już 5:0. Wynik nie zadowalał jednak młodego zespołu Inet Prossu. Bramkę do szatni strzelił minutę przed zakończeniem pierwszej części gry jeden z wyróżniających się zawodników, Jakub Soboń. Do przerwy wynik nie pozostawał wątpliwości co do tego, która drużyna jest lepsza, ale jak mawiają "dopóki piłka w grze, wszystko było możliwe". Inet drugiej połowy nie zaczął chyba jednak tak, jak powinien. Dwie minuty wystarczyły do tego, żeby Michał Artinjan strzelił kolejnego gola dla Huraganu. Przez kolejne minuty Inet starał się utrzymywać przy piłce. Miał nawet jedną niewykorzystaną sytuację. To lubi się mścić, co znalazło swoje potwierdzenie również w tym przypadku. Wynik 7:1 udało się ustanowić Aleksowi Lewandowskiemu w 38. minucie spotkania. Inet w końcu się jednak przełamał. 43. minuta należała do Jakuba Sobonia, który z każda chwilą starał się mobilizować swoich kolegów z drużyny do działania – 7:2. Gustawowi Żuchowskiemu wystarczyło pięć minut, żeby zdobyć ósmą bramkę dla swojej drużyny i bardziej oddalić się od Inetu Pross. Minutę później Lewandowski znów popisał się skutecznością i było 9:2. Ostatnie dwie bramki dla Huraganu zdobyła w 51. i 52. minucie zawodnik o nazwisku, które pewnie nieraz jeszcze w naszej lidze usłyszymy. Mowa o Gustawie Żuchowskim. Wynik brzmiał wtedy 11:2 i wszystko było jasne. Inet nie dał jednak do końca za wygraną. Najmłodsza drużyna postanowiła zrzucić z siebie łańcuchy i odblokowała się całkowicie. 54. minuta należała do Wiktora Szymanowicza, który trafił na 3:11. Minutę później Adam Mękal zdobył gola numer cztery, a za chwilę drugi raz z rzędu ten sam gracz wpisał się na listę strzelców i było 11:5. Ta bramka wzbudziła w Inecie dużo nadziei, czego efektem był ostatni gol w wykonaniu Łukasza Pielacha. Mimo że Inet przegrał pięcioma bramkami, należą mu się oklaski za postawę i wolę walki do ostatniej akcji meczu.
Paweł Sieradzki, fot: Playarena Piaseczno