Fani sztuk walki z całego kraju czekają z niecierpliwością na zaplanowaną w sobotę ósmą już edycję międzynarodowego turnieju Mazovia Cup. Za tym stoją ludzie związani z organizacją sztuk walki Universal Fighting Rules – mieszkaniec Piaseczna Piotr Bakowski i żyjący na stałe w Ełku Łukasz Makarewicz. Naszemu reporterowi udało się "wepchnąć" w ich bardzo napięty grafik. Z rozmowy można się dowiedzieć o atrakcjach zawodów zaplanowanych na 6 grudnia, schemat działania połączonych sił UFR, WKA i WKSF, wrócimy do czasów akcji "Biegamy z Olimpijczykami" a także jak wykorzystywane są nowoczesne technologie do akywności fizycznej.
Zostało kilka dni do ósmej już edycji organizowanego przez UFR mającego rangę już międzynarodowego Mazovia Cup, która będzie miała miejsce w Tarczynie. Powiedzcie co zostało przygotowane?
Łukasz Makarewicz: Urosło już do rangi pucharu europy, robimy wszystko by przyjechali goście z zagranicy i wrócili do swoich krajów w dobrych nastrojach, mogli zebrać nowe doświadczenia i mogli wrócić tu za rok. Dodatkowo zamiar ringu pojawi się oktagon, bedzie to na pewno widowiskowe a zarazem coś nowego
Piotr Bąkowski: Będzie to największa edycja turnieju, w poprzednich latach miała charakter międzynarodowych mistrzostw polski federacji universal fighting rules, w tym roku będzie to puchar europy trzech federacji – UFR, WKSF i WKA (majstarsza federacja kick-boxingu na świecie). Wprowadzamy oktagon galowy o średnicy 10 metrów, odbywać się będą tam walki MMA i w "stójce" w full-contact'cie. Zrezygnowaliśmy przez to z ringu ze względu na ograniczenia jakie ma konstrukcja hali w Tarczynie. Do tego osiem mat, rywalizacja: łamania desek, układów poprzez formuły z ograniczonym kontakcie aż wcześniej wspomnianych form walki. W czasie FC stosowany będzie regulamin UFR (3 rundy, pierwsza bokserska, druga oparta o kick-boxing, ostatnia znana z K-1 rules – red). Spodziewamy się ok. 9-10 ekip z zagranicy w tym licznej delegacji z Czech, 30-tu Anglików, 10-ciu Greków i tyle samo Słowaków, zjawią się również przedstawiciele z egiptu, i kilka innych nacji. Na chwilę obecną Mazovia jest największą imprezą w kraju tego typu na wzór zawodów w zachodniej europie.
W dodatku zmieszczone w jednym dniu nie tak jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu gdzie najpierw mieliśmy najpierw mistrzostwa Mazowsza i kraju a na następną dobę (i niejako deser) zostawiono galę której organizacji zaprzestano 4 lata temu (Runda Zero Fight Night – red.)
P.B: Kiedyś mogliśmy organizować takie gale ze względu na małe rozmiary samych zawodów, teraz nie jesteśmy w stanie połączyć dwóch rzeczy naraz ponieważ w turnieju bierze udział ok. 600 osób, staramy się je robić w różnych miejscach polski. Chcemy również by uczestnicy mogli ograniczyć swe koszty. Wiadomo że koszty klubu przyjeżdżającego na 3 dni są zdecydowanie większe niż na imprezie 1-dniowej wychodząc naprzeciw sytuacji finansowej wielu klubów zrzeszonych w naszej organizacji
W tym roku zawiązała się współpraca między trzema organizacjami sztuk walki: UFR, WKA i WKSF. W jakim celu powstała?
P.B: Współpraca została zawiązana głównie za sprawą WKA (najstarsza organizacja kick-boxingu) mająca swe przedstawicielstwo w Polsce lecz doszła do wniosku że nastąpiła potrzeba je wzmocnić od strony organizacyjnej, w tym samym czasie zgłosił się WKSF który chciał zaistnieć w naszym kraju, Mimo że zasiadamy w zarządzie UFR to jesteśmy otwarci na współprace ze względu na szanse na możliwość łączenia sił i wspólnie działać niż doprowadzając do sytuacji gdzie funkcjonuje kilka niezależnych od siebie federacji sportowych.
Masz dużo spraw na głowie związanych z działaniem instytucji, poza tym prowadzisz szkółki w Tarczynie, na terenie Józefosławia i Warszawy. Jak znajdujesz czas na szkolenie młodzieży i życie prywatne?
P.B: Z Łukaszem mamy wiele spraw administracyjnych. Poza tym mamy 3 sekcje kick-boxingu, prowadzimy akcję "Łączy nas sport nie narkotyki", szkolimy kadrę Polski, jest to rzeczywiście masa roboty ale jesteśmy dobrze zorganizowani choć cierpi na tym nasze życie prywatne gdyż jesteśmy w pracy praktycznie 24 godziny na dobę. Rano pełnimy rolę managerów, wieczorem trenerów więc tak naprawdę pełnimy kilka etatów. Nie możemy pozwolić sobie na tyle rozrywek i odpoczynku, nie zawsze się w życiu układa lecz sami wybraliśmy taką drogę skupioną wokół sportu, jest dokładnie tak jak sobie życzyliśmy.
Łukasz, ooza federacją prowadzisz zajęcia a także fundację Sport Active. Ilu zrzesza członków i jak to funkcjonuje?
Ł.M: Fundację założyliśmy po to by pomagać i nie mieć żadnych profitów z tego. Jak w życiu każdego człowieka są dobre i czasem te gorsze momenty, z reguły udaje nam się dopiąć swego. Jest dużo ludzi którzy wspierają nasze działania, raz do roku organizujemy zbiórkę rzeczy dla ubogich rodzin ("Dorzuć się do wyprawki szkolnej"), coraz więcej ludzi, a przede wszystkim sportowców dołącza się do naszej akcji i jestem wszystkim wdzięczny za to że poświęcają czas dla innych. Ludzie są teraz niezdyscyplinownani, więc trzeba namawiać ich do pojawiania się na zajęciach, ogólnie grupa liczy co najmniej 40 osób w tych trzech sekcjach w zależności od panującej aury na dworzu.
Ale nie masz problemów z zapełnieniem hal na zajęcia?
Ł.M: Ludzie z którymi współpracuję nie tylko trenują, pomagają także jako wolontariusze m.in podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jeżeli trzeba wolontariuszy to oni są w stanie pomóc i zawsze można na nich liczyć.
Można powiedzieć że dla tych osób, szczególnie młodszego pokolenia jesteś nie tyle co trenerem i mentorem lecz przede wszystkim wychowawcą i edukatorem.
Ł.M: Być może. Wszystko zależy od ich chęci, nie mogę do niczego zmuszać. Fajne jest to że zabieramy z klatek, ławek, gdzieś znad jeziora i przychodzą na salę by poćwiczyć. To mnie najbardziej cieszy gdyż sport jest nieodłączną częścią wychowania. Cieszy mnie to że włączają się w nasze akcje i chcą coś wspólnie robić.
Mamy XXI wiek, społeczeństwo jest coraz bardziej skupione wokół uciech technologicznych. Myślisz, że są jakieś szanse na to by wrócono mentalnie do starych czasów, gdzie tak naprawdę jedyną rozrywką był tylko sport? (przytoczony został przykład obrazu kolarstwa lat 50-tych i 60-tych)
Ł.M: Ludzie robią się coraz bardziej leniwi. Idąc biegać przy okazji robią sobie zdjęcia i wrzucają na facebook'a. Jesteśmy w XXI wieku i musimy się do tego przystosować. Jest to trochę ubogie, przestali się uczyć, czytać książki nie ćwiczymy swego mózgu gdyz wszystko jest teraz w telefonach.
P.B: Sport nie jest modny, jest to dla animatorów sportu i trenerów nie lada wyzwaniem, coraz mniej ludzi pojawia się na sali ale sportowcy lubią wyzwania, chętnie je podejmujemy. Musimy im tłumaczyć że sport to nie jest tylko forma utrzymania kondycji zarówno fizycznej jak i psychicznej ale też jako forma rozwoju wewnętrznego i charakteru który przydaje się w życiu. Musimy im wskazać nowe metody motywacji, czasami dostosować się do trendów.
Ł.M: Ciekawym przypadkiem jest rywalizacja za pomocą Endomondo którą zrobiliśmy jakiś czas temu za sprawą kampanii "Łączy nas sport nie narkotyki". Stworzyliśmy taką rywalizację, dużo ludzi włączyło się w tą akcję.
P.B: To co ludzi odciąga od sportu to my właśnie wykorzystujemy jako metoda do napędzania biegowej rywalizacji m.in w klubach. Wyznaczamy nagrody, ludzie nie tylko uprawiają sport ale także korzystają z aplikacji mobilnych. Kiedyś kultywowano relacje społecznościowe na sali widząc się codziennie ze swoimi uczniami, teraz 3x w tygodniu resztę przenieśliśmy m.in do internetu i wykorzystujemy w ten sposób wroga sportu na naszą korzyść.
2 lata temu na terenie kompleksu rekreacyjnego "Górki Szymona" miała miejsce akcja charytatywna "Biegamy z Olimpijczykami" gdzie głównym celem było zbieranie funduszy na wyjazd chodziarza sportowego Rafała Sikory i mistrza Olimpijskiego z Londynu w podnoszeniu ciężarów Adriana Zielińskiego na kolejne IO do Rio de Janeiro. Wtedy warunki atmosferyczne nie dopisały (końcówka października, spadł pierwszy śnieg – red.). Jeśliby ktoś rzucił propozycję by zorganizować drugą edycję to czy podjąłbyś to wyzwanie?
P.B: Przez masę pomysłów i projektów które realizujemy nie wiem czy zrobimy. Jak zauważyłeś, tamta edycja nie wyróżniała się względem ilości uczestników ale poniekąd został osiągnięty inny sukces pod względem sportowym. Brali udział sami znani sportowcy, poznaliśmy się z mistrzami innych dyscyplin którzy wspierają naszą kampanię. Impreza wyglądała może na nieudaną lecz udało się osiągnąć na innym polu – promowania sportu wychodząc poza zakres sztuk walki. Włożyliśmy w to dużo ciężkiej pracy, zakończyło się sukcesem na innej płaszczyźnie niż się spodziewaliśmy.
Jakie są plany na przyszły rok?
P.B: Kilka wyjazdów kadr Polski wszystkich organizacji, obóz zimowy (klubowy i kadry) w Zakopanym, planujemy dalszy rozwój kampanii, naszych sekcji w szczególności mającego swą siedzibę w Józefosławiu gdzie zajęcia są mocno urozmaicone i w zasadzie dla każdego. Oprócz mistrzostwa sportowego stawiamy na ludzi w wieku 30-40 lat którzy chcą trenować sztuki walki jako formę rekreacji i utrzymania formy. Mam pewne marzenie by kolejną edycję "Mazovii" zorganizować w hali Torwaru gdyż salka w Tarczynie jest niewystarczająca na zawody tej rangi.
Rozmawiał Darek Lipski fot. KM/Archiwum Piaseczno-Portal i PSNews