Najnowsze
Skuteczność zadecydowała o awansie Legii. Mistrz Polski daleki od europejskiej formy.

Skuteczność zadecydowała o awansie Legii. Mistrz Polski daleki od europejskiej formy.

Legia wygrywa z mistrzem Bośni i Hercegowiny w meczu, w którym zaobserwować mogliśmy przesyt efektywności nad efektownością.

Przed tygodniem, na stadionie w bośniackim Mostarze, Legia zremisowała z tamtejszym Zrinjskim 1:1. Biorąc pod uwagę możliwości obu zespołów, można było w ciemno stawiać, że w rewanżu, przy Łazienkowskiej, to stołeczna drużyna będzie przeważała. Tym większym zaskoczeniem mogły być pierwsze minuty meczu, w których goście mieli zdecydowaną przewagę. Notorycznie nękali legionistów atakami oboma skrzydłami, a proste technicznie zwody okazały się być wystarczającą bronią przeciwko bocznym defensorom drużyny z Warszawy. Szczęśliwie dla gospodarzy, rywalom brakowało skuteczności w uderzeniach, gdyż te mijały bramkę strzeżoną tego dnia przez Arkadiusza Malarza.

Przez długi czas nie zanosiło się na to, by Legia była w stanie zagrozić bramce Kozicia. Poczynania ofensywne stołecznych utrudniła dodatkowo kontuzja Guilherme, którego już w 15 minucie zmienić musiał Kasper Hamalainen. Gdy jednak robiło się coraz goręcej pod bramką gospodarzy, jedna z akcji zaczepnych Legii przyniosła jej rzut karny. W dość kontrowersyjnej sytuacji arbiter po rozmowie z asystentem zdecydował się na podyktowanie „jedenastki”, którą pewnym strzałem w prawe okienko na bramkę zamienił najlepszy w poprzednim oraz na początku obecnego sezonu strzelec Legionistów – Nemanja Nikolić. Przez chwilę wydawać się mogło, że bramka ta doda Legionistom wigoru i pozwoli na przejęcie inicjatywy w tym spotkaniu. Jak się jednak okazało, były to jedynie płonne nadzieje kibiców polskiej drużyny, gdyż po kilku minutach obraz gry powrócił do stanu sprzed 28 minuty.

W drugiej połowie goście mnożyli swoje starania, których efektem były liczne sytuacje podbramkowe. Dobrze dysponowany był jednak Arkadiusz Malarz, który dwukrotnie popisywał się tego dnia świetnymi interwencjami, przy strzałach z bliskiej odległości oddawanych przez graczy Zrijskiego. Na dobre noty zapracował również Michał Pazdan, dla którego było to pierwsze spotkanie od czasu ćwierćfinałowego starcia Mistrzostw Europy. Zawodnik ten emanował pewnością siebie na kilometr. Widać było, że niezwykła popularność, jaką w naszym kraju przyniosły mu dobre występy na francuskich boiskach dodatkowo go wzmocniła. Dobrze sprawował funkcję kapitana, kierując blokiem defensywnym. Na Euro był on dyrygowany przez Kamila Glika, a w dzisiejszym spotkaniu mógł wykorzystać naukę, którą wyniósł z meczów reprezentacji. Kilkakrotnie dawał sygnały do ataku, samemu dołączając do akcji ofensywnych, próbował nawet długimi crossami mijać rywali i zapewniać swoim kolegom z zespołu szanse na zdobycie kolejnych trafień.

Najgłośniej oklaskiwany tego dnia był jednak Nemanja Nikolić, który zdołał w 62 minucie podwyższyć prowadzenie, zdobywając swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. W swoim stylu dobrze przeczytał grę, w porę rozpoczynając obieg rywala, dzięki czemu po otrzymaniu prostopadłego podania od słabiej tego dnia dysponowanego Hamalainena, znalazł się oko w oko z bramkarzem gości i pewnym uderzeniem w prawy dolny róg bramki zapewnił triumf stołecznej drużynie.

Choć wynik jest dla Legii dobry, gdyż zapewnia jej awans do 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów, a co za tym idzie również daje tej drużynie większy komfort psychologiczny (w przypadku odpadnięcia w kolejnej rundzie eliminacyjnej dostanie ona drugą szansę w europejskich pucharach poprzez prawo do gry w 4 rundzie eliminacji Ligi Europy), to starcia tego nie możemy opisać jako dobrego w wykonaniu podopiecznych Besnika Hasiego. Inicjatywę przez większą część spotkania miała drużyna gości, a Legia ograniczała się jedynie do gry w destrukcji. Legionistom brakowało również pomysłu na grę z przodu. Słabo w tym meczu zaprezentowali się dwaj skrzydłowi. Zarówno Michał Kucharczyk, jak i Michaił Alexandrov nie popisywali się niczym wielkim, regularnie tracili piłkę, bądź też spowalniali akcje. Niewidoczny był też Łukasz Broź, który w przeciwieństwie do Adama Hlouska bał się odważniej wesprzeć poczynania ofensywne swoich kolegów i skupiał się jedynie na grze w defensywie, gdzie również popełniał zbyt liczne błędy. Na boisku nie brylował również Kasper Hamalainen, który tego dnia popisał się jedynie kluczowym podaniem do Nikolicia, jednak wcześniej nie najlepiej rozumiał się z kolegami, przez co zespół nie był w stanie wykorzystać obiecujących akcji pod bramką Mostaru.

Szczęśliwie dla gospodarzy, również goście mieli tego dnia spore problemy. W ich przypadku brakowało postawienia kropki nad „i”. Tego dnia jedyne fajerwerki w wykonaniu gości zaobserwować mogliśmy w 80 minucie, gdy kibice Zrinjskiego Mostaru odpalili na trybunach race. Ich vis a vis tego dnia ograniczali się jedynie do dopingu, czym być może najwalniej pomogli Legii, która w końcu uniknie kar finansowych od UEFA.

W najbliższych dniach finanse będą odgrywały przy Łazienkowskiej kluczową rolę. Z klubu odchodzi Ondrej Duda, który na pożegnanie zostawi w klubowej kasie około 4 milionów Euro. Oznacza to, że Mistrzowie Polski w końcu powinni rozpocząć zakupy. Pytanie tylko, czy nie jest na to już za późno? Czasu na zbudowanie zgrania nowych zawodników z zespołem przed najważniejszymi meczami w europejskich pucharach nie przybywa. O ile w kolejnej rundzie mistrzom Polski przyjdzie się zmierzyć z rywalem, który znajduje się w jej zasięgu nawet przy ich obecnej grze, to już w 4 rundzie na drodze Legii stanie o wiele mocniejszy rywal niż wszyscy dotychczasowi. Wskazówki zegara mkną bezlitośnie. Czy włodarze Legii będą w stanie zaliczyć ten egzamin?

 

Patryk Dudzicki fot. za Legia.com

2013-2016 by Sportowe Media Lokalne